czwartek, 20 września 2012

1.


Usiadłam na samej krawędzi dość wysokiego urwiska i popatrzyłam na spadające w głąb , do rzeki kawałki lepkiej gliny , które leciutko, niechcący siadając strąciłam czubkami moich trampek. Dobra bardzo mocno i bardzo chcący. Byłam po prostu tak wściekła , że nie wiedziałam co mam pomyśleć. Ona znowu to zrobiła. Historia lubi się powtarzać mawiał kiedyś mój dziadek , i niestety miał w tym sporo racji. Tak samo on przed laty otrzymał w spadku tę ''firmę'' po swoim zmarłym w niewyjaśnionych okolicznościach dziadku,Percy'm  A to znalazłam dwa dni po jego śmierci w ukochanym przez niego , zrobionym przez moją babcię, a jego ukochaną żonę swetrze z włóczki.

Droga Kimmie, 
 firma jest twoja , skarbie
                  Dziadek
                    

Już kilka miesięcy próbuje pogodzić moje życie , a raczej to co z niego pozostało pomiędzy naukę, jego śmierć i brzemię które na mnie spadło. Jakoś nie bardzo mi to wychodzi. Jeśli chodzi o kształcenie, to idzie nawet lepiej niż się spodziewałam , to , ze go już nie ma nadal boli jak diabli , ale muszę jakoś z tym żyć. Brzemieniem nazwałam pracę w jego dość nietypowej firmie. Mieściła się ona , że tak powiem w starym magazynie. Dobra wejście to stary magazyn , a tak na serio to było ono jedną z tajnych organizacji działającej na rzecz zbiegłych seryjnych morderców i innych więźniów. Tak, wiem, że to brzmi jak z taniego brukowca ,ale to prawda. często muszę iść do szkoły niewyspana bo wertuje papiery w ''moim'' biurze, (na drzwiach i tak widniała jaszcze tabliczka z napisem '' John Harris dr.'' ) albo pomagam któremuś z ''podopiecznych'' naszego stowarzyszenia.

Teraz już tylko muszę poprowadzić firmę , nie dać sie złapać policji i jakoś przeżyć


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz