czwartek, 27 września 2012

2.


Bo chyba każdy ma taki moment , że wszystko wali mu się na głowę i nie ma pojęcia czy z sobą skończyć , czy ciągnąć to dalej ,aż do skutku. Ja przeżyłam takie właśnie chwile 2 lata temu kiedy mój ukochany dziadek nazywany przeze mnie ojcem którego nigdy nie miałam umarł. Lawina nieszczęść poleciała na mnie tak szybko i nieoczekiwanie , że nie wiedziałam czy kiedykolwiek się zatrzyma. Na początku przepadł on , potem problemy z prawem i strach o to , że federalni odkryją nasze trwające już ok. 90 lat przedsięwzięcie tzw. prze ze mnie " caritas#2 " i pewna bardzo wścibska Lorely McBurberry nie chciała dać mi spokoju .

Jako , że miałam jeszcze rok do pełnoletności nie mogłam według niej mieszkać sama i chciała mnie oddać pod opiekę...   jak to było?? aa, "odpowiedzialnych ludzi , gdyż niepełnoletnia smarkula nie może żyć na własną rękę , ponieważ aż boję się pomyśleć jak zdobywa środki potrzebne do życia....'' ja nie wiem za kogo ona mnie uważała , ale o pieniądze martwic się nie musiałam , bo co miesiąc na moje i dziadka (teraz tylko moje) konto wpływały znaczne sumy pieniędzy. Tak właśnie działała nasza ''fundacja'', na początku pradziadek był hazardzistą ,ale nie takim z długami , tylko majątkiem wygranym tylko i wyłącznie w karty. Dziadek opowiadał mi , że w ciągu 3 lat dorobił się kilku milionów (nie dziwię się , w końcu jak też wiem z historii przekazywanych mi przez dziadka jego ojciec w szkole przezywany był ''Spryciarz , Kanciarz'' itp. Pewnie dzięki swoim oszustwom i nadzwyczajnej inteligencji wygrywał zawsze i wszystko] ). A co do miejsca zamieszkania, nie miałam , nie mam i nie będę miała żadnych zamiarów wyprowadzać się z niegdyś naszego mieszkania. Od siedemnastu  lat mieszkam na Hyde Road 58 i tak jak dziadek chce umrzeć w tym domu.

Dzisiaj w szkole nie miałam najmniejszego zamiaru siedzieć na lekcjach, więc już nie pierwszy raz zwiałam do hmm ...'fundacji'' wertować papiery.

Przeglądając stos niepotrzebnych już faktur i porządkując nie sprzątane od kilku lat biuro postanowiłam je trochę przemeblować. Przesuwając biurko zawalone papierami, zdjęciami w ramkach (głównie na nich widniałam uśmiechnięta  ja lub dziadek , albo oboje również uśmiechnięci) znalazłam zakurzoną i trochę pogniecioną kopertę. Okazała się być nieodpieczętowanym listem nadanym z Francji.

          Grenoble 12.05.2009
Drogi Johnie i Kimberly,

z wielką radością piszę do Was , gdyż dzięki Wam odzyskałem normalne
życie i mogę cieszyć się wolnością.
Pragnę podziękować również za to , że jako jedyni potrafiliście ukazać mi
istotę moralności i szacunku dla drugiej osoby. 
Z wielka radością informuję Was , iż za kilka miesięcy żenię się z najwspanialszą
kobietą na świecie. 
Ma na imię Iris.
Nawet nie wiecie jak za wami tęsknię.
Bardzo chciałbym abyście byli na naszym ślubie i weselu ,lecz wiem , że to niestety niemożliwe.
Strasznie was kocham i mam nadzieję , że kiedyś się jeszcze całą trójką spotkamy jak za dawnych czasów , kiedy wszyscy byliśmy jeszcze w Hudson.
Serdecznie wam dziękuję jeszcze raz za nowe nazwisko . 
Bardzo mi się podoba.
Arthur Bowe.
 Hiszpański wiezień
Henry Cossanose
1998 luty 20 - 2005 kwiecień 5

 Nawet nie zauważyłam , kiedy łzy zaczęły lać mi się po policzkach. Dopiero gdy pierwsze z nich uderzyły o tą spisaną równiutkim pismem kartkę uświadomiłam sobie jak bardzo przywiązałam się do ''wujka Cossie''. Razem z dziadkiem przygarnęliśmy go prosto po ucieczce z jego dawnego ''domu''. Przebył na piechotę 100 km tylko po to aby uciec z piekła do którego trafił. Nie raz opowiadał nam , że codziennie w jego więzieniu każdy z nich dostawał solidny zestaw ćwiczeń i mało jedzenia. ''Chcieli nas porostu wykończyć i Amen. Padaliśmy jak muchy na twarde jak skała wyrka gdzieś ok. 02.00 , a pobudkę robili koło 05.00. I tak codziennie''

Nawet nie wie jak bardzo żałuję , że dziadek nie mógł się z nim spotkać przed śmiercią. Zawsze mówił 
'' Henry to taki dobry człowiek . Nie mogę sobie wyobrazić tego , że zabił pięć osób. Jestem całkowicie pewien , że nie zrobiłby tego więcej , a jakby istniał wehikuł czasu, to cofnąłby ten makabryczny czyn''
Tak dziadku, jest dobrym człowiekiem i mocno cie kocha. Nie wiem jak przyjmie wiadomość że cię już nie ma razem z nami
Nawet bardzo nie myśląc, złapałam jakąś kartkę z długopisem i zaczęłam gryzmolić pierwsze słowa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz