Poszliśmy do domu i czekaliśmy na wujka. Mimo , że jeszcze nie nadeszło jutro czekaliśmy. Dobra ja czekałam. Kurt znowu zachowywał się normalnie. Siedział w swoim pokoju i czytał pewnie tę samą książkę co wcześniej. Nareszcie. Może zrozumiał , że strach o niego przeszkadzałby mi w robocie. Już jedną ukochaną osobę straciłam właśnie przez "fundację". Gdyby nie ona , dziadek dalej by żył. Jestem tego w stu procentach pewna. A teraz jeszcze miałabym się martwić czy on żyje , czy nie. Ale jest dobrze , jeszcze mi się tak strasznie nie odbiło żeby sie w nim zakochiwać. No i dobrze , nie mogę dopuścić , żeby moje pieprzone życie stało się jakimś idiotycznym romansem. Wystarczy mi kubek rozpustnej , następne odcinki Kości , dobra książka Deaver'a lub King'a i muzyka Nirvany w słuchawkach. Taaak , tamten Kurt był lepszy. Czemu to nie on trafił do mojego domu?? Czemu kurwa noo??
-Bo to nie pieprzona bajka królewno-rozpoczął rozmowę po raz n-ty pan Rozsądek
-Wiem , wiem , ale czy ty kiedykolwiek dasz mi pomarzyć??-krzyknęłam w myślach
-Nie , bo to utrudnia ci robotę
-Spieprzaj- i jeśli p Rozsądek byłby cielesny dostałby w twarz , albo wyciągnęłabym mojego glocka umocowanego na pasku na udzie pod dresem. Tak , po to były mi o cztery rozmiary za duże spodnie. Przecież jakby sie do mnie dopasowywały to glock byłby widoczny , a federalni już kiedyś interesowali sie dziadkiem. Gdyby przyczaili , że jego wnusia ma nielegalny pistolecik (w sumie to cztery noże i dwa pistoleciki) to już bym zmieniła lokum i zapełniła miejsce w kartotece.
Włączyłam telewizor i akurat trafiłam na wiadomości w CNN.
Wita państwa Kelly Wooderston i zapraszam na wiadomości wieczorne w CNN.
(Głupia melodyjka)
Dziesięć minut temu na południowej granicy Hudson znaleziono zmasakrowane ciało mężczyzny.
Policja ustaliła , że nazywał się Arthur Bowe. Razem z żoną i córką mieszkali we Francji.
Z pochodzenia był Anglikiem i od roku prowadził swoją firmę. Znalazł go młody chłopak. Nazywał się Thr.....
Drżącą ręką wyłączyłam telewizor. Bezwiednie pomyślałam , o tym , że jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu żył i jechał tu z zamiarem zobaczenia mnie i dziadka. Tak dziadka zobaczy , ale mnie już raczej nie. Na pewno nie teraz. Nie w tym życiu.
Chciałam iść do swojego pokoju ,więc wstałam i ze złości walnęłam pilotem o ścianę. Roztrzaskałam go jak ten sukinsyn ciało mojego wujka. Dopadnę go i jeszcze pożałuje tego , co zrobił. Może mi nie wierzyć , ale to zrobię. Powoli powoli sie nad nim poznęcam aż w końcu będzie błagał o śmierć. Pewnie to on zabił też dziadka. Na sto procent to jeden z tych przed kilku latu zbiegłych morderców których nikomu nie dało się złapać. Teraz mści sie za to , że dziadek nie chciał jego i jego bandy przyjąć do naszej organizacji. Jak oni sie nazywali??
Chwila , dziadek ma wszystkie listy nadesłane z prośbą o przyjęcie i całą kartotekę podań!! Znajdę go. Mhm , tak znajdę jeśli nie wyrzuciłam ich razem z listami od tych panienek.
Miałam zamiar zejść do tunelu prowadzącego do podziemi magazynu , ale stwierdziłam , że może poinformuję Kurta , o tym że jego wuj nie żyje. Poszłam do jego pokoju i zobaczyłam , że go nie ma. Na łóżku został tylko odblokowany telefon.
-Kurwa!! gdzie on jest!!-do głowy przychodziły mi same straszne wizje. Kurt znęcający sie nad Arthurem , wbijający mu nóż miedzy...
NÓŻ. Kolekcja mojej broni. Szybko pobiegłam do mojego pokoju i wyrzuciłam wszystkie ubrania z szafy. Wyciągnęłam pudełko i otworzyłam je. Raz , dwa , trzy , cztery , raz , dwa. Dwa pistolety i cztery noże. Wszystko jest. Nie , nie wszystko brakuje kurta w domu z książka w ręce. kurwa , GDZIE ON DO CHOLERY JASNEJ JEST??
A nie ważne niech idzie gdzie chce. Ja go tu nie trzymam.
sobota, 27 października 2012
piątek, 26 października 2012
4.
Kiedy wyszłam z łazienki , zajrzałam przez uchylone drzwi do pokoju dziadka yy , Kurta , jak on , właśnie rozpakowuje swoje rzeczy do szafy i podnosi zdjęcie w ramce stojące na komódce koło łóżka.
Chwila , moment , jakie zdjęcie tam stało? Hmm. Nie mam bladego pojęcia. Trudno, pewnie dziadek z tym wielkim pstrągiem i czerwona czapką z daszkiem odwróconą tyłem na przód na głowie. Zawsze śmiał się z tego jaki wielki miał wtedy nos. Nie ważne , idę się ubrać , bo w końcu nie chce paradować w ręczniku po domu kiedy jest w nim Kurt. Ciekawe czy on w ogóle będzie wychodził z domu czy cały czas spędzi w pokoju zamkniętym na klucz jak Dominik Santorski z Sali Samobójców. Jezu , a właśnie, a propost Santorskiego , to ciekawe czy będzie ćpał. Jezuniu , a jak zaćpa mi sie na śmierć , tu w mojej łazience??Jezu!?
-!!Przestań kretynko!!-Mój osobisty doradca w czasie napadów psychicznej paranoi- Sz.P Rozsądek wreszcie sie odezwał.
A może po prostu jest taki jak Arthur??? Tak na pewno jest. Może jest taki jak jego imiennik , a mój idol Kurt Cobain?? Aha , fajnie by było. Może i jest dobry , ale aniołem to on nie jest na pewno.
Ubrałam się za duże o cztery rozmiary szare spodnie od dresu i obcisłą białą bluzkę na szerszych ramiączkach Czyli standard. Od normy odbiegałam tylko tym , że przez mojego "gościa" musiałam zostać w staniku. Poszłam na bosaka do kuchni po michę musli z mlekiem , ale nie dopięłam swojego celu.
-Kim , patrz- Kurt podsunął mi swój ogromny telefon pod nos przecinając mi przejście do kuchni- no czytaj!
Chwila , moment , jakie zdjęcie tam stało? Hmm. Nie mam bladego pojęcia. Trudno, pewnie dziadek z tym wielkim pstrągiem i czerwona czapką z daszkiem odwróconą tyłem na przód na głowie. Zawsze śmiał się z tego jaki wielki miał wtedy nos. Nie ważne , idę się ubrać , bo w końcu nie chce paradować w ręczniku po domu kiedy jest w nim Kurt. Ciekawe czy on w ogóle będzie wychodził z domu czy cały czas spędzi w pokoju zamkniętym na klucz jak Dominik Santorski z Sali Samobójców. Jezu , a właśnie, a propost Santorskiego , to ciekawe czy będzie ćpał. Jezuniu , a jak zaćpa mi sie na śmierć , tu w mojej łazience??Jezu!?
-!!Przestań kretynko!!-Mój osobisty doradca w czasie napadów psychicznej paranoi- Sz.P Rozsądek wreszcie sie odezwał.
A może po prostu jest taki jak Arthur??? Tak na pewno jest. Może jest taki jak jego imiennik , a mój idol Kurt Cobain?? Aha , fajnie by było. Może i jest dobry , ale aniołem to on nie jest na pewno.
Ubrałam się za duże o cztery rozmiary szare spodnie od dresu i obcisłą białą bluzkę na szerszych ramiączkach Czyli standard. Od normy odbiegałam tylko tym , że przez mojego "gościa" musiałam zostać w staniku. Poszłam na bosaka do kuchni po michę musli z mlekiem , ale nie dopięłam swojego celu.
-Kim , patrz- Kurt podsunął mi swój ogromny telefon pod nos przecinając mi przejście do kuchni- no czytaj!
Jesteś już u Kimmie i Johna??
Jutro tam będę. Nic nie mów , bo
chcę im zrobić niespodziankę.
-Miałeś mi tego nie pokazywać
-Wiem , ale tak zrobiłem , bo chyba chcesz mu coś powiedzieć-popatrzył na moją niskawa postać i prawie niezauważalnie drgnęły mu ręce , ale udałam , że tego nie widzę i powstrzymując łzy poszłam do kuchni po to cholerne musli. Aż odechciało mi sie jeść. Sięgnęłam do szafki po moją kolację i drżącą ręką wyciągnęłam otwarte pudełko. Ledwo je wyciągnęłam i zamknęłam ją , a wypuściłam musli z ręki i rozsypały sie po blacie i podłodze. Nie powstrzymując płaczu kucnęłam w kącie kuchni i ukryłam twarz w dłoniach pozwalając łzom płynąć swobodnie.Nagle Kurt bezszelestnie podchodząc delikatnie mnie podniósł za ramiona.
-Nie rycz skarbie
Otarłam łzy wierzchami dłoni. Niezbyt umiał dobierać słowa ale trochę podziałało. Nagle, kurcze mnie przytulił. Zabierał sie już wcześniej , ale nie wychodziło. Do głowy przyszedł mi pomysł wyrwania się , ale nawet jakbym chciała to był za silny , a wyglądał na takiego który chce żeby było po jego myśli Nie chciałam z nim zadzierać.
-Przyznaj sie głupia kretynko!! Lecisz na niego!! (znowu pan Rozsądek)
-Nie!! Spadaj!!! Ty na niego lecisz!!
Kiedy mnie puścił w myślach znowu powtórzyłam mój apel do Boga o odcięcie mnie od tego łańcuszka przymusowych uczuć To na prawdę przeszkadzało mi w robocie!! Poszłam do pokoju i walnęłam sie na łózko nawet zapominając o zamknięciu drzwi. Nie chcę go teraz widzieć.Za późno.
-Kim??
-Co?!!
-Przepraszam- i poszedł. Tak dosłownie. Wyszedł z domu.Zastanawiałam sie co zrobić tylko kilka minut i pobiegłam za nim. Dobra nie pobiegłam bo wiedziałam gdzie szukać. Lubiłam psychologię i dużo wiedziałam.
Nie znał miasta , więc nie miał gdzie pójść. Poszłam za dom i znalazłam go tam siedzącego na trawie , po turecku z książką w erce.
Nie podnosząc głowy z nad książki zapytał:
-Skąd wiedziałaś , że tu będę??
-Kiedyś uczyłam sie psychologii , wiem jak pracuje ludzki mózg. Ale nie tym chcę pogadać
-Myślałem , że nerw dziewczyny trzyma dłużej
-Mnie nie opuszcza od dwóch lat
-To dobrze myślałem-wysilił sie na uśmiech
-Przepraszam , za tą szopkę , ale odkąd nie ma ze mną dziadka , nie umiem normalnie funkcjonować
-J też przepraszam. Przywykłem do tego , że zawsze jest po mojemu i każdy liczy sie moim zdaniem. Ale chyba Kim Harris nie-odetchnął
-No nie zawsze
-A teraz dasz sie przytulić-zaśmiał się
-Dobra-A co mi tam. Raz nie zaboli
czwartek, 25 października 2012
3.
Napisałam do Arthura. Jutro z samego rana pójdę wysłać list Nie wie , że dziadek nie żyje. Nie chce mu tego wyznać przez listy , albo SMS'y. Po prostu wolę powiedzieć "wiesz wujku, bo dziadek bardzo chciał cię zobaczyć , ale nie może. Umarł wujku. Umarł". Chcę się do niego przytulić bo nie wiem czy czasem to nie ja ucierpię bardziej kiedy powtórzę sobie to jeszcze raz. Ale nie o tym teraz , bo nie nie wiem nawet czy Arthur nie zmienił adresu , czy dalej jest z Iris i czy nadal ma zapewnione bezpieczeństwo.
Po godzinie sprzątania bałaganu w
Więc jeszcze raz.
Po godzinie sprzątania w moim (ha!) gabinecie znalazłam bardzo ciekawe rzeczy dziadka. Na początku nie chciałam otwierać większości nigdy nierozpakowanych listów , bo zajeżdżały starymi damskimi perfumami (przynajmniej 3/4 znalezionych pism) a reszta mogła być czymś jeszcze bardziej osobistym od tych (pewnie) romaniastych pisemek od teraz już grubych i rozlazłych panien , a na pewno nie chciałabym mieć do czynienia z jakąś panią ciągnącą mnie za policzek i karmiącą kaszką. Wierzcie mi , lub nie , ale znam się trochę na tym , bo dziadek opowiadał mi co nieco (czyt. dużo) o swoim życiu w jednym domu z całą rodzinką i jeszcze dziadkami na dokładkę.
Po otwarciu co niektórych listów musiałam odłożyć na jakiś czas resztę i iść do łazienki w jednym celu. Rzygnąć. Po prostu się wyrzygać. przy tych perfumowanych listach nie dało się wysiedzieć dłużej niż kilka minut , dlatego też wzięłam kolejny, ogromny , zielony worek na śmieci (nie wiem który już z kolei) i z nabranym powietrzem w płucach i odświeżaczem łazienkowym za sobą wywaliłam te śmierdziała tam, gdzie ich miejsce. Kiedy skończyłam sprzątać i wynosić worki z domu na śmietnik na tyłach magazynu stanęłam w progu drzwi i oglądnęłam swoje dzieło. Dobrze, jak na moje umiejętności , to na prawdę dobrze. Chciałam wyjść i w przeciągu kilku minut dobiec do domu , bo zależało mi na czasie. Zwykle (czyt. za życia dziadka) zatrzymywałam się jeszcze na kawie w kawiarence która jest jednym z pięciu budynków dzielących magazyn od mojego domu , więc zajmowało mi to z pół godziny. Spakowałam się i zabierając ze sobą list od Arthura i ten mój pospiesznym krokiem wyszłam z magazynu i zamknęłam drzwi na kilka spustów , tak aby żaden wścibski dzieciak , lub bezdomny nie próbował się tam dostać.
Po kilku krokach stwierdziłam , ze nie będę biec , z wiadomych przyczyn. Po prostu mi się nie chciało.
I ta własnie decyzja zaważyła na dalszym potoczeniu się mojego nudnego , dobra nudnego na swój sposób życia. tylko wtedy jeszcze tego nie wiedziałam i jak głupia nie dałam się oprzeć aromatowi świeżo mielonych ziarenek kawy w Cafe Maker's i weszłam po rozpustną kawkę z mlekiem (rozpustna , haha, dziadek kiedyś tak nazwał rozpuszczalną. Ja do tej pory pamiętam. Ciekawe czy Arthur też).
-Hej Kim. Rozpustna nie?? - przywitała mnie Dorothea , żona właściciela , mojego kumpla Stu , no dobra pana Stuarta Hawkinsa.
-Mhm. dzięki Doris-posłałam jej miły uśmiech którym obdarzałam tylko małą grupkę ludzi , ludzi którzy na to zasługiwali-proste.
-Co ty kochana robiłaś , że jesteś tak umorusana-zrobiła pauzę i zanim zdążyłam się wytłumaczyć ona znowu podjęła wątek- i pachniesz przeterminowaną babcią. Yyyy... kurcze co ja gadam , przeterminowanymi babciowymi perfumami. Ot co.
-Sprzątałam dziadkowy pokój i znalazłam tony listów od jakichś jego miłości. Ble , nie sądzisz??
-Jak najbardziej. my tu gadu gadu a panienka czeka na rozpustną-Uśmiechnęła się-panienka czeka ja zaraz panience przyniosę- Doris grała w teatrze i czasami nie wiadomo jak i skąd odgrywała fajne scenki. Klienci to uwielbiali
Usiadłam na ogromnie wysokim barowym krześle. Nie zwracałam uwagi na to , że z tyłu był napis "REZERWACJA" , gdyż była ona tu codziennie , 365/6 dni w roku. Jezu no, była w końcu dla mnie. Stu zarezerwował mi je ,bo kiedyś powiedziałam , ze jest fajne i wygodnie się na nim siedzi. Prawdziwy kumpel.
Z rozpustną na wynos poszłam do domu z zamiarem długiego prysznica , (to przede wszystkim) ubrania się w coś czystego i oglądnięcia jakiegoś durnego filmu. Czyli standard.
Biegłam kilkanaście metrów i gdy dopadłam do drzwi wyjęłam pęk kluczy. w trakcie szukania tego odpowiedniego poczułam wzrok na plecach. Ach ty kretynko , za dużo Deaver'a i King'a. Odwróciłam się tak o , żeby moja cholerna wyobraźnia się uspokoiła. No i się nie uspokoiła. Za moimi plecami , opierał się o latarnię jakiś dwudziestolatek (no mniej/więcej).
-Kim? Kim Harris?- miał przyjemny głos nie za ciężki , ale nie chłopięcy.
-Mhm- nie wiedziałam , ok , nie miałam pojęcia co miałam powiedzieć więc podziękowałam sobie , że wzięłam kawę na wynos i pociągnęłam duży, powolny łyk
-Jestem Kurt Throuman. Znasz mojego wuja Henry'ego Cossanose. Przysłał mnie do ciebie i wiem o tobie to co on mi jak to powiedział " mógł przekazać"-powiedział swoje i czekał.
Kurwa , podszedł bliżej. Z bliska wyglądał jak model.Włosy lekko zachodzące na uszy , duże oczy , wysoki ,trochę zarysowana postura ciała (fajnie , czyli wiatr go nie zdmuchnie) miał przystojną twarz. Kim lubi Kurta. Haha ,dobrze , że tego nie słyszy.
-Nie mów mi tylko , że ty tez jesteś był...
-Tak , byłym, więźniem- nawet nie zastanawiał się czy skończę , po prostu po chamsku mi przerwał
-Dobra , sorki Throuman , ale muszę wiedzieć. Tak na prawdę , ile ty cholera masz lat , że już siedziałeś w pudle??-Nie wytrzymałam i musiałam się dowiedzieć
-Dzisiaj kończę osiemnastkę, więc sprawiłem sobie mały prezent , wolność , wiesz- i smile , ogromniasty uśmieszek , taki jak mój tylko ładniejszy. Kurwa , kurwa , kurwa NIE!!
Trochę mi się zrobiło ciężko, bo nie wiedziałam czy przejść przez zagracone , od dwóch lat nie używane podziemne przejście do magazynu i mieszkań dla więźniów , bo przecież ulicą go nie przeprowadzę, no bo teraz to dopiero zaczyna się tam życie , a z resztą nie miałam po śmierci dziadka ani jednego "gościa" więc nie są one w najlepszym stanie. Ale jest jeszcze jedno rozwiązanie. Takie cholernie filmowe. Jedno słowo
KANAPA
Wpuściłam go do domu i od razu zapytałam.
-Słuchaj nie spodziewałam się od dwóch lat ,żadnego więźnia więc mieszkania dla was pod specjalnym magazynem są w opłakanym stanie , wiec muszę wiedzieć od razu. Chcesz tam, dzisiaj spać , albo chcesz tam dzisiaj spać- i wskazałam za kanapę w salonie.
-Przywykłem do wszystkiego , ale boję się ciemności , więc wybieram kanapę.(znowu uśmiech)
Prowadziłam go do salonu , ale nagle się zatrzymałam bo wpadłam na inny pomysł.
-Albo nie , wiesz dam ci pokój po dziadku , tylko on jest czysty, a mieszkań nie chce mi się szczerze sprzątać. Tam jest- pokazałam na dębowe drzwi. (dziadek wymyślił sobie , że wszędzie w domu będą innego rodzaju lub materiału drzwi , więc nie miałam problemu. Jak dębowe , to tylko jedne takie można tu znaleźć)
-Serio? A nie boisz się zbiegłego przestępcy?? Mogę zabić , kraść i podpalić ci dom? Nie boisz się mnie??-zapytał z milusim uśmiechem i trochę się przybliżył. Kurwa.
-Szczerze , to nie , wyglądasz mi na mordercę ani na podpalacza-opanowałam się i spokojnym , trochę drwiącym głosem zgasiłam go.
-A na kogo ci wyglądam?
A kim by mógł byś taki facet?? Jasne jak neonowe podkoszulki.
-Założyłeś się , że przemycisz prochy do innego miasta za kolegów , bo im stanowi siedzieli na ogonach a potem normalnie cie podpierniczyli żeby się oczyścić z zarzutów , a potem dalej rozprowadzać "sproszkowane szczęście -powiedziałam stanowczym głosem i splotłam ręce na piersi.
Zbladł.
-Sąd wiesz? I to jeszcze z takimi szczegółami?? Mogłabyś być gliną.
-Ale nie chcę , wole pomagać takim jak ty-podeszłam do niego i popatrzyłam mu przez chwile w oczy i odeszłam. Miałam pewność. Nic mi nie zrobi. Zobaczyłam w nich mieszankę strachu , czegoś ma rodzaj żalu i wdzięczności. Uff... jedno uczucie już z nich zniknęło chwała Bogu. Ono zagraża mojej robocie.
Ej Boże , możesz mnie uwolnić z tego cholernego przywileju zakochiwania się?? Bo wiesz co?? MAM TERAZ TROCHĘ WAŻNIEJSZE SPRAWY!! No nie wiem??? Może chcę dożyć przynajmniej czterdziestki , cooo??
-Idę do łazienki tam masz pokój-powiedziałam nawet się nie odwracając
Kiedy łapałam za klamkę usłyszałam kilka słów.
-Dzięki , nie znasz mnie , a jesteś... Jezu. Dzięki.
Nie zadałam sobie tego trudu , żeby coś wymyślić. Zaskoczył mnie tym , więc tylko się odwróciłam i popatrzyłam na niego , a on bez ruchu czekał. W końcu zniknęłam w łazience.
Subskrybuj:
Posty (Atom)