piątek, 16 listopada 2012

7.

                   Kurt nie chciał się w ogóle ani  wynieść z mojego pokoju  , ani pozwolić wyrzucić przez okno. Dlatego poszłam spać do jego pokoju. Dobra , nie spać tylko grzebać mu po szafkach. Znalazłam bardzo dużo ciekawych rzeczy. Jego slipy , ubrania , telefon i to w dodatku niezabezpieczony hasłem  i wiele różnych gratów. Nie zdążyłam wiele więcej przepatrzyć , bo usłyszałam dzwonek do drzwi.
Wybiegłam z pokoju i rzuciłam się do kuchni po klucze. Zaspany Kurt też wylazł z łóżka i nawet się nie zorientował gdzie spał. To sie nazywa geniusz. Otworzyłam je i zamarłam. Stała w nich może pięcioletnia dziewczynka z ubrudzoną na maksa walizeczką z Barbie , potarganymi brązowymi loczkami i ubłoconymi kaloszami. W ogóle cała była strasznie brudna. Kiwnęła mi główką. Jezu dopiero teraz zauważyłam , że ma rozciętą głowę a przy uchu widać zakrzepniętą już krew.
-Kim Harris??-zapytała cieniutkim i przestraszonym głosikiem.
-Tak.
-Mogę wejść??
-Yyy , jasne wchodź.
Kurt zrobił minę jakby zobaczył ducha we własnej nie-osobie.
-Marisol , co ty tu do diabła robisz??-jeszcze nad sobą panował
-William Brent kazał mi tu przyjść-zaczynała się zbierać do kupy i zmienił sie jej głos. Mówiła zdecydowanie i nie bała sie Throuman'a
-Jak to Will? Lilian wie? Marisol , mówże do cholery!-tracił kontrolę
-Przyszedł wczoraj nad ranem i podał mi nazwisko ''Kim Harris'' i adres. Nic nie powiedziałam mamie. Zostawiłam jej tylko kartkę , żeby mnie nie szukała , bo poszłam sama i dobrowolnie na "wycieczkę".
-Wycieczkę? Serio? Czy ty dzieciaku nie zdajesz sobie sprawy z tego , że ty masz sześć lat? Jak dowie się , że cię nie ma , to z kim powiąże twoje zniknięcie? Jak myślisz? Tak , właśnie , ja oberwę i to nie od niej tylko od glin! Dopiero co wyszedłem za niesłuszne dwa lata , a ty już chcesz mnie posadzić na nowo!! Pomyślałaś chociaż o tym , że mam sądowy zakaz zbliżania się do ciebie?? A dlaczego?? Bo nasza matka zwariowała!-dyszał z wściekłości , tylko nie na nią , ale na siebie. Wzorowy braciszek.
-Nie. Po prostu Will mi kazał. Powiedział , że Ted coś knuje i to dotyczy nas. Pani Kim , pani też. Dlatego musiałam tu przyjść- teraz to już tylko szeptała. Jakby bała się , że ją usłyszą.Właśnie , kto "usłyszą"?
-Kurt , zamknij się i weź torbę Marisol do mojego pokoju , ty skarbie chodź ze mną-wyciągnęłam do niej rękę a ona złapała ją i przywarła do mnie całym ciałem. Nie patrząc na to że jest cała brudna wzięłam ją na ręce i pogłaskałam po głowie. Delikatnie , bo nie wiedziałam , gdzie ma rozciętą główkę.
-Słuchaj mała , tu jest łazienka i musisz się wykąpać OK?-kucając przed nią powiedziałam głosem rasowej przedszkolanki. Tak mi sie przynajmniej zdawało.
-Dziękuję pani Kim
-Kim , skarbie. Dobra?-tylko kiwnęła główką na zgodę

Opatulona ręcznikiem przyszła do kuchni , gdzie razem z Kurtem piliśmy kawę. Gdy tylko ją zobaczyłam , od razu wstałam i wziąwszy ją na ręce zaniosłam Marisol do mojego pokoju gdzie miała spać.
-Ubierz się skarbie i potem przyjdź do kuchni. Trafisz?
-Uhm.

Kiedy przyszła , wzięłam ją na kolana i opatrzyłam ranę. Była ona całkiem poważna i musiałam zmyć zakrzepniętą już wcześniej krew. Marisol dzielnie siedziała , nie dała po sobie poznać jak bardzo ją to boli. Po zabiegu kazałam się jej położyć , więc grzecznie wykonała polecenie i znikła. Nadszedł czas zwierzeń , sir Throuman-pomyślałam.
-A może teraz opowiesz mi , co się tu jasny kiciuś dzieje??
-Nie spodziewałem się  , że Marisol tu przyjedzie-powiedział jakby do siebie.
-Kurt? Ocknij się!-ale on był całkiem przytomny i zaraz zaczęła mu się słowna biegunka
-Kiedy poszedłem do pudła za Brenta-mojego kumpla , matka zwariowała. Uwierzyła , że to ja rozprowadzałem te prochy. Poszła do sądu o ograniczenie odległości na jaką mogę się zbliżać do Marisol. Myślała , że ją "też" faszerowałem tym rzekomo moim świństwem. Musiałem iść tam za Willa. Miał wtedy dwadzieścia osiem lat i jego dziewczyna była w ciąży. Nie chciał jej tak zostawiać. Sam to zaproponowałem. Wtarłem w moje ciuchy malutkie ilości koki i się udało. Odsiedziałem to co jego i wyszedłem. Pewne myślisz , że zniszczyłem sobie życie. Nie , ja je naprawiłem. Po śmierci ojca matka związała się z Theodorem Casteyem. Nie dbała o Marisol , a o mnie to już całkowicie zapomniała. Bywały dni , że ona siedziała ze swoim Ted'em w knajpie a ja nie chodziłem do szkoły bo zajmowałem się małą. Potem wywalili ją z pracy i firma ojca upadła. Budował ją podobno jeszcze jego dziadek. Ciekawe co oni teraz myślą kiedy na to wszystko patrzą , ba ciekawe co ojciec teraz myśli. Widzisz tato jaką sobie żonkę wybrałeś? Widziałeś to jak razem z twoją córką nie mieliśmy co jeść przez kilka dni? Jak marzliśmy w zimie przy minus dwudziestu stopniach , bo wolała pić niż zapłacić za ogrzewanie? Po co jechałeś wtedy do kumpla na piwo? Po to wszystko co przeszliśmy?-na chwilę przerwał , ale zaraz znowu podjął utracony wątek-przepraszam cię za to , ale musiałem mu to powiedzieć , wiem wariuję , ale przez te lata kiedy zastępowałem go i broniłem Marisol przed pijanym Ted'em zrobiły swoje-chyba skończył , więc chciałem coś powiedzieć , ale nie wiedziałam co.
-Nie powiem współczuję , chociaż tak jest , bo wiem jak to zabrzmi , ale wiesz co? Po tym co powiedziałeś , cieszę się , że nie kazałam ci wtedy spadać , a wierz mi , chciałam i to było pierwsze słowo jakie mi przyszło do głowy kiedy cię zobaczyłam. Przepraszam.
-Sam bym sobie kazał wtedy spadać-posłał mi anemiczny uśmiech
-Chcesz jeszcze kawy?-tak palnęłam cokolwiek
-Mhm
Ale zamiast do czajnika podeszłam do szafki i przesunęłam ją trochę do przodu. Schyliłam się po czym wyciągnęłam mały , czarny kluczyk. Zasunęłam z powrotem szafkę i sięgnęłam do zamka u drzwiczek komódki wiszącej na przeciwko mojej twarzy. Przekręciłam kilka razy i otworzyłam wrotka. Niemiłosiernie zaskrzypiały. Nic dziwnego , nie otwierałam ich od śmierci dziadka ani razu. Najpierw rzuciła mi się w oczy mała , złożona na pół karteczka , na której dziadek napisał swoim pięknym pismem

Jeśli będziesz skarbie miała kłopot , nie 
szukaj tu lekarstwa ani pomocy , lecz chwilowego ukojenia. 
Nie wyczerp mi wszystkich zapasów w krótkim czasie , bo przyjdę i sprawdzę.
       
Kocham cię skarbie , dziadek           

Kiedy to pisał musiał wiedzieć , że umrze. Musieli mu grozić ,  albo o czymś mi nie powiedział. Sama już nie wiem. 

Wyciągnęłam dwa kieliszki do brandy i nalałam po pełnym da każdego z nas. Sięgnęłam po dziadkową sherry. Powiedział , że jest tylko i wyłącznie na specjalne okazje. Tą za taką uznałam.
-Sherry?
-Mhm. Ulubienica dziadka. Powiedział , ze jest tylko na specjalne okazje-wytłumaczyłam
-Zaszczyt pić wino pana Harrisa bez pana Harrisa , z wnuczką pana Harrisa. Zdrowie skarbie-powiedział i wypił trochę.
-Tak dla sprostowania , to z przyszywaną wnuczką pana Harrisa. Jestem córką Thomasa Grisaille alias kolegi dziadka , który , nie nie chciał , więc dziadek poprosił o spreparowanie dokumentów swojego znajomego sędziego , tak żeby wychodziło na to , że nie mam z nim nic wspólnego. Miałam trzy lata kiedy dziadek mnie stamtąd zabrał. Do tej pory pamiętam jak tam było. Czułam się jak Harry Potter w komórce po schodami , tyle że w pralni. Z dziadkiem było super , dopóki babcia nie umarła
-Jak ja cię dobrze rozumiem. 
-Dobrana z nas para. Obydwoje po gównianym dzieciństwie , obydwoje lubimy sherry i podoba mi sie twoje łózko.
-Haha , wiesz? Lepiej dopij resztkę z kieliszka i dośpi resztę nocy.
-Dobra , ale jak pójdziesz spać ze mną.
-Ku...
-Proszęę??
-Ale..
-No Proszęę??
-Ale zrozum...
-Nie daj się prosić.
-Ale...
-Bez ale. Proszęę?? Będę grzeczny. Obiecuję.
-Jasne.
-Czyli sie zgadzasz?-jaki entuzjazm!!
-Nie.
-Ej no!
-Co "ej no"?
-To niesprawiedliwe! Piliśmy razem , ale spać razem to już nie możemy ?
-No nie bardzo.
-Ani raz??
-Ani raz.
-Ani pół?
-Ani pół.
-Ani trochę?
-Ani trochę.
-Ani troszkę?
-Daj już spokój tej Ani. Ale grzecznie ok??
-Jasne.

No co miała zrobić? Nogi się pode mną uginały ze zmęczenia , a  dzidzi-Kurt marudził jak małe dziecko.. Nawet na Marisol to nie pasowało bo była za duża. Ale on? Do niego to pasowało jak druga skóra. taki już był. A ja niestety nie byłam wytrzymała i nie lubiłam się długo kłócić. Ale co tam , ma być grzeczny. Boże , żeby tylko był. Jak nie to pożałuje. Cichutko weszłam jeszcze do mojego pokoju i wyciągnęłam mój kochany nóż do warzyw i włożyłam za opaskę na udzie pod dresem. No , to już mogę iść spokojnie.

poniedziałek, 5 listopada 2012

6.

        Długo nie spałam. Po prostu nie mogłam. Chociaż to było normalne. Każdy człowiek (zdrowy na umyśle) leżałby i wylewał łzy , krew i pot  w poduszkę w takiej sytuacji. Wujek nie żyje , nie wiem gdzie jest Kurt , Kurt mógł przyczynić sie do tego pierwszego. To właśnie bolało najbardziej. Osoba którą kochasz , jak własną rodzinę nagle znika z twojego życia , a przyczynia się do tego osoba której chcesz pomóc i dać może kiedyś szansę , bo przecież mogło by się udać , w końcu ja też zasługuję na szczęście... NIE! firma jest najważniejsza , firma jest najważniejsza , firma jest najw... . Tak , moja nowa mantra. Moje nowe życie zaczyna sie powoli samymi smakowitymi wydarzeniami. Teraz brakuje tylko choroby psychicznej i podcinania nadgarstków. Ooo...tak wtedy będzie już cały komplet. Mhm jak sie będę zamartwiając to tylko przyspieszę swój nowy stan ducha i umysłu , a coś mi sie zdaje , że Nirvana to to nie będzie. Koniec beczenia w poduszkę idziemy do biura. Doba sama idę. Nie , jednak idziemy , Pan Rozsądek mnie niestety nie opuści. A może stety?? W końcu ktoś rozsądny (haha rozsądny) mi się przyda.

 W końcu zeszłam do tunelu.
-Jezu! Ale tu śmierdzi- Już miałam pobiec , ale zobaczyłam kilka martwych szczurów w stanie rozkładu na mojej drodze wiec przeskoczyłam je i dalej pobiegłam nie patrząc już pod nogi , bo smród stawał się coraz mniej wyraźny i i coraz mniej piekący w płuca.

Nagle wpadłam do gabinetu i rzuciłam sie z opętańczą chęcią zemsty na tym  mordercy do przeglądania papierów. Z wściekłością przerzucałam to co zostawiłam w szafkach. Z uporządkowanego gabinetu zrobiłam śmietnik taki jaki był tu przez ostanie N lat.

Po jakimś czasie gorączkowego przeszukiwania znalazłam wiele przydatnych mi śladów. Kto by pomyślał , że NIC naprowadzi mnie na trop tego tajemniczego sadystycznego świra. Czyli jestem w dupie. Super. Czyli to co wcześniej. Zrezygnowana nawet nie zastanawiałam sie co robię i zamiast wyjść przez tunel zabrałam sie za klamkę u drzwi wychodzących na korytarz  ,do wycia na ulicę.
-Stop moja panno! W drugą stronę!
-Och dziękuje ci Panie Rozsądku za tę jakże powstrzymującą uwagę. Spadaj!!

Wyszłam tunelem do domu i zanim zdążyłam dotrzeć do drzwi wpadłam na coś wielkiego
-Kur*a-wyrwało mi się
-Nie żadna kur*a tylko ja , Kurt. Poznajesz ? Jeszcze nie zmieniłem kwalifikacji. Na razie tylko zbiegły więzień.
-Nie wygłupiaj się! Gdzie ty byłeś! Zabili Arthura! Nie , To ty go zabiłeś. Proszę powiedz , że to nie ty. Błagam...Nie ty...Arthur...Nie...Niemożliwe...Powiedz... i na dobre sie rozbeczałam.
-Zamknij się-nagle chciał mnie przywrócić do pionu Kurt-nie oglądałaś wiadomości?-To ja go znalazłem

Zaraz  ,młody chłopak , Thr.. Throuman. Jezu rzeczywiście. A ja go oskarżałam o morderstwo. Oj ty głupia , jedna

-Dobra , chodź na górę bekso-dosłownie chciał mnie zawlec po schodach
-Poradzę sobie-burknęłam
Ledwo chciałam stawić stopę na kolejnym schodzie , a zorientowałam sie , że kompletnie nie wiem czy idę w górę , czy znowu w dół , nie wiedziałam czy mam lewą nogę po prawej stronie i prawą po lewej czy inaczej. Wszystko mi się pomieszało. Miałam bigos w głowie. O tak zjadłabym bigos, taki ciepły z ulubionej miseczki..


A potem byłam już tylko na kanapie i poczułam mocne trzaśniecie w głowę.
-Wiedziałem , że jak cię porządnie walnę z pięści w głowę to od razu się obudzisz-z bananem na twarzy powiedział Kurt-a i wiesz? Powiedziałaś mi o sobie dużo ciekawych rzeczy jak byłaś nieprzytomna. Dowiedziałem sie , że ci sie podobam , że masz czerwone stringi na sobie i czerwony stanik do kompletu  , że śpisz z misiem o imieniu Kurt i w ogóle , że za mną szalejesz...
-Och , zamknij się. Wymyśliłeś to wszystko. Nic ci nie powiedziałam głąbie-przeszyłam go nienawistnym wzrokiem
-Powiedziałaś skarbie , tylko jeszcze o tym nie wiesz-odciął się. Nie wiem skąd wiedział , że nienawidzę pieszczotliwych słówek.
-Złaź z kanapy-warknęłam i trąciłam go łokciem w tyłek
-Auu! Wszędzie , ale nie w mój seksaśny tyłek-pokazał go w moja stronę-a teraz przeproś
Przeproś!?? Mam przeprosić jego tyłek!??! No w końcu w czarnych rurkach wyglądał niezwykle "seksaśnie" i już miałam powiedzieć przepraszam , ale zdecydowałam sie na ponowny cios w jego nadstawiony , na serio seksaśny tył. Tym razem się wymigał i odskoczył w bok.
-Ha! Wiedziałem!-powiedział jak mały chłopczyk w przedszkolu , który znalazł koleżankę z którą bawił się w chowanego. Żałosne. Tak trochę.
-Dobra , idę do siebie-powiedziałam w końcu , bo nie chciałam dłużej się z nim kłócić- SPAĆ-mocno podkreśliłam to słowo
-No  to ja też idę , sam tu nie będę siedział-powiedział z lekkim uśmieszkiem. Czyżby coś knuł??
powoli poszłam w stronę pokoju , ale usłyszałam za sobą kroki. Wiedziałam , że to Kurt , bo kto inny miałby teraz chodzić po domu jak nie on. Tylko , że jego pokój był po przeciwnej stronie korytarzyka. Tak. Coś gnojek knuje.
Odwróciłam sie i zapytałam -Yyy gdzie ty idziesz??- nadal opanowana-przecież twój pokój jest tam-pokazałam palcem w dębowe drzwi-a nie tu-pokazałam na moje , hebanowe.
-Powiedziałaś , że idziesz spać , więc idę z tobą-jakoś dziwnie , śmiertelnie poważnie to powiedział
-Że co???-tu mnie rozwalił. Nie miałam żadnego pomysłu na to co odpowiedzieć mimo  , że zawsze miałam pełno pomysłów na cięte odpowiedzi. Teraz po prostu pustka.
-A jak coś ci się stanie? jakby ten morderca wujka cię znalazł to co wtedy?? Sama się nie obronisz-paplał jak babka na targu. Nie zgodzisz się-pomyślałam. Nie ma takiej opcji.
-Przykro mi , ale zjazd stąd skarbie-sama nie wiem co pokusiło mnie żeby dodać to ostatnie , kretyńskie słowo.
-Skarbie+ zjazd stąd. Tak , usłyszałem tylko "skarbie". I wepchał mi się do pokoju. Cham.
-O nie , tego już za wiele!-podchodziłam powoli do Kurta leżącego na moim łóżku  Jak morderca , który che zabić ofiarę jak najszybciej. Pomyślałam , że go przestraszę i podeszłam do szafy. Nie długo szperałam i wyciągnęłam mój ukochany japoński nóż do krojenia warzyw. Miał trzydzieści centymetrów długości(nie wliczając rączki) , był idealnie prosty , tylko końcówka miała niewielki haczyk (do wykrajania pestek z warzyw ale można go tez było użyć w inny sposób).
Wyciągnęłam go i popatrzyłam na Kurta z pod trochę pochylonej głowy i delikatnie zaczęłam sie uśmiechać  i przybliżać do mojej "ofiary".
-Kim?-podchodziłam bliżej dalej sie uśmiechając-Kimmie?-nie przerywałam-Ej co ty do cholery jasnej wyprawiasz??-nic nie zmieniłam , dalej przysuwałam się do niego. Super. Nie ma to jak facet bojący się dziewczyny.
-Wyjdź albo pożałujesz-powiedziałam nagle się przed nim zatrzymując i powoli podnosząc rękę z nożem ku jego twarzy. Nagle się roześmiałam. Kur*a!
-Jezu. Miałem nadzieję , że żartujesz. A teraz odłóż to cacko i chodź spać-nagle poczułam , że to będzie dłuuuga noc. Zanim stąd pójdzie , pewnie będzie już rano. No trudno , pokłócimy się i wyrzucę go przez okno. Jeśli dam radę.

sobota, 27 października 2012

5.

Poszliśmy do domu i czekaliśmy na wujka. Mimo , że jeszcze nie nadeszło jutro czekaliśmy. Dobra ja czekałam. Kurt znowu zachowywał się normalnie. Siedział w swoim pokoju i czytał pewnie tę samą książkę co wcześniej. Nareszcie. Może zrozumiał , że strach o niego przeszkadzałby mi w robocie. Już jedną ukochaną osobę straciłam właśnie przez "fundację". Gdyby nie ona , dziadek dalej by żył. Jestem tego w stu procentach pewna. A teraz jeszcze miałabym się martwić czy on żyje , czy nie. Ale jest dobrze , jeszcze mi się tak strasznie nie odbiło żeby sie w nim zakochiwać. No i dobrze , nie mogę dopuścić , żeby moje pieprzone życie stało się jakimś idiotycznym romansem. Wystarczy mi kubek rozpustnej , następne odcinki Kości , dobra książka Deaver'a lub King'a i muzyka Nirvany w słuchawkach. Taaak , tamten Kurt był lepszy. Czemu to nie on trafił do mojego domu?? Czemu kurwa noo??

-Bo to nie pieprzona bajka królewno-rozpoczął rozmowę po raz n-ty pan Rozsądek
-Wiem , wiem , ale czy ty kiedykolwiek dasz mi pomarzyć??-krzyknęłam w myślach
-Nie , bo to utrudnia ci robotę
-Spieprzaj- i jeśli p Rozsądek byłby cielesny dostałby w twarz , albo wyciągnęłabym mojego glocka umocowanego na pasku na udzie pod dresem. Tak , po to były mi o cztery rozmiary za duże spodnie. Przecież jakby sie do mnie dopasowywały to glock byłby widoczny , a federalni już kiedyś interesowali sie dziadkiem. Gdyby przyczaili , że jego wnusia ma nielegalny pistolecik (w sumie to cztery noże i dwa pistoleciki) to już bym zmieniła lokum i zapełniła miejsce w kartotece.

Włączyłam telewizor i akurat trafiłam na wiadomości w CNN.

Wita państwa Kelly Wooderston i zapraszam na wiadomości wieczorne w CNN.
(Głupia melodyjka)
Dziesięć minut temu na  południowej granicy Hudson znaleziono zmasakrowane ciało mężczyzny.
Policja ustaliła , że nazywał się Arthur Bowe. Razem z żoną i córką mieszkali we Francji.
Z pochodzenia był Anglikiem i od roku prowadził swoją firmę. Znalazł go młody chłopak. Nazywał się Thr.....
Drżącą ręką wyłączyłam telewizor. Bezwiednie pomyślałam , o tym , że jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu żył i jechał tu z zamiarem zobaczenia mnie i dziadka. Tak dziadka zobaczy , ale mnie już raczej nie. Na pewno nie teraz. Nie w tym życiu.

Chciałam iść do swojego pokoju  ,więc wstałam i ze złości walnęłam pilotem o ścianę. Roztrzaskałam go jak ten sukinsyn ciało mojego wujka. Dopadnę go i jeszcze pożałuje tego , co zrobił. Może mi nie wierzyć , ale to zrobię. Powoli powoli sie nad nim poznęcam aż w końcu będzie błagał o śmierć. Pewnie to on zabił też dziadka. Na sto procent to jeden z tych przed kilku latu zbiegłych morderców których nikomu nie dało się złapać. Teraz mści sie za to , że dziadek nie chciał jego i jego bandy  przyjąć do naszej organizacji. Jak oni sie nazywali??
Chwila , dziadek ma wszystkie listy nadesłane z prośbą o przyjęcie i całą kartotekę podań!! Znajdę go. Mhm , tak znajdę jeśli nie wyrzuciłam ich razem z listami od tych panienek.

Miałam zamiar zejść do tunelu prowadzącego do podziemi magazynu , ale stwierdziłam , że może poinformuję Kurta , o tym że jego wuj nie żyje. Poszłam do jego pokoju i zobaczyłam , że go nie ma. Na łóżku został tylko odblokowany telefon.
-Kurwa!! gdzie on jest!!-do głowy przychodziły mi same straszne wizje. Kurt znęcający sie nad Arthurem , wbijający mu nóż miedzy...
NÓŻ. Kolekcja mojej broni. Szybko pobiegłam do mojego pokoju i wyrzuciłam wszystkie ubrania z szafy. Wyciągnęłam pudełko i otworzyłam je. Raz , dwa , trzy , cztery , raz , dwa. Dwa pistolety i cztery noże. Wszystko jest. Nie , nie wszystko brakuje kurta w domu z książka w ręce. kurwa , GDZIE ON DO CHOLERY JASNEJ JEST??
A nie ważne niech idzie gdzie chce. Ja go tu nie trzymam.

piątek, 26 października 2012

4.

Kiedy wyszłam z łazienki , zajrzałam przez uchylone drzwi do pokoju dziadka  yy , Kurta , jak on , właśnie  rozpakowuje swoje rzeczy do szafy i podnosi zdjęcie w ramce stojące na komódce koło łóżka.
Chwila , moment , jakie zdjęcie tam stało? Hmm. Nie mam bladego pojęcia. Trudno, pewnie dziadek z tym wielkim pstrągiem i czerwona czapką z daszkiem odwróconą tyłem na przód na głowie. Zawsze śmiał się z tego jaki wielki miał wtedy nos. Nie ważne , idę się ubrać , bo w końcu nie chce paradować w ręczniku po domu kiedy jest w nim Kurt. Ciekawe czy on w ogóle będzie wychodził z domu  czy cały czas spędzi w pokoju zamkniętym na klucz jak Dominik Santorski z Sali Samobójców. Jezu , a właśnie, a propost Santorskiego , to ciekawe czy będzie ćpał. Jezuniu , a jak zaćpa mi sie na śmierć , tu  w mojej łazience??Jezu!?
-!!Przestań kretynko!!-Mój osobisty doradca w czasie napadów psychicznej paranoi- Sz.P Rozsądek wreszcie sie odezwał.
A może po prostu jest taki jak Arthur??? Tak na pewno jest. Może jest taki jak jego imiennik , a mój idol Kurt Cobain?? Aha , fajnie by było. Może i jest dobry  , ale aniołem to on nie jest na pewno.

Ubrałam się za duże o cztery rozmiary szare spodnie od dresu i obcisłą białą bluzkę na szerszych ramiączkach  Czyli standard. Od normy odbiegałam tylko tym , że przez mojego "gościa"  musiałam zostać w staniku. Poszłam na bosaka do kuchni po michę musli z mlekiem , ale nie dopięłam swojego celu.
-Kim , patrz- Kurt podsunął mi swój ogromny telefon pod nos przecinając mi przejście do kuchni- no czytaj!

Jesteś już u Kimmie i Johna??
Jutro tam będę. Nic nie mów , bo 
chcę im zrobić niespodziankę. 

-Miałeś mi tego nie pokazywać
-Wiem , ale tak zrobiłem , bo chyba chcesz mu coś powiedzieć-popatrzył na moją niskawa postać i prawie niezauważalnie drgnęły mu ręce , ale udałam , że tego nie widzę i powstrzymując łzy poszłam do kuchni po to  cholerne musli. Aż odechciało mi sie jeść. Sięgnęłam do szafki po moją kolację i drżącą ręką wyciągnęłam otwarte pudełko. Ledwo je wyciągnęłam i zamknęłam ją ,  a wypuściłam musli z ręki i rozsypały sie po blacie  i podłodze. Nie powstrzymując płaczu kucnęłam w kącie kuchni i ukryłam twarz w dłoniach pozwalając łzom płynąć swobodnie.Nagle Kurt bezszelestnie podchodząc delikatnie mnie podniósł za ramiona.
-Nie rycz skarbie
Otarłam łzy wierzchami dłoni. Niezbyt umiał dobierać słowa ale trochę podziałało. Nagle, kurcze mnie przytulił. Zabierał sie już wcześniej , ale nie wychodziło. Do głowy  przyszedł mi pomysł wyrwania się , ale nawet jakbym chciała to był  za silny , a wyglądał na takiego który chce żeby było po jego myśli  Nie chciałam z nim zadzierać. 

-Przyznaj sie głupia kretynko!! Lecisz na niego!! (znowu pan Rozsądek) 
-Nie!! Spadaj!!! Ty na niego lecisz!!
Kiedy mnie puścił w myślach znowu powtórzyłam mój apel do Boga o odcięcie mnie od tego łańcuszka przymusowych uczuć To na prawdę przeszkadzało mi w robocie!! Poszłam do pokoju i walnęłam sie na łózko nawet zapominając o zamknięciu drzwi. Nie chcę go teraz widzieć.Za późno.
-Kim??
-Co?!!
-Przepraszam- i poszedł. Tak dosłownie. Wyszedł z domu.Zastanawiałam sie co zrobić tylko kilka minut i pobiegłam za nim. Dobra nie pobiegłam bo wiedziałam gdzie szukać. Lubiłam psychologię i dużo wiedziałam.
Nie znał miasta , więc nie miał gdzie pójść. Poszłam za dom i znalazłam go tam siedzącego na trawie , po turecku z książką w erce.
Nie podnosząc głowy z nad książki zapytał:
-Skąd wiedziałaś , że tu będę??
-Kiedyś uczyłam sie psychologii , wiem jak pracuje ludzki mózg. Ale nie tym chcę pogadać
-Myślałem , że nerw dziewczyny trzyma dłużej
-Mnie nie opuszcza od dwóch lat
-To dobrze myślałem-wysilił sie na uśmiech
-Przepraszam , za tą szopkę , ale odkąd  nie ma ze mną dziadka , nie umiem normalnie funkcjonować
-J też przepraszam. Przywykłem do tego , że zawsze jest po mojemu i każdy liczy sie moim zdaniem. Ale chyba Kim Harris nie-odetchnął
-No nie zawsze
-A teraz dasz sie przytulić-zaśmiał się
-Dobra-A co mi tam. Raz nie zaboli

czwartek, 25 października 2012

3.


              Napisałam do Arthura. Jutro z samego rana pójdę wysłać list Nie wie , że dziadek nie żyje. Nie chce mu tego wyznać przez listy , albo SMS'y. Po prostu wolę powiedzieć "wiesz wujku, bo dziadek bardzo chciał cię zobaczyć , ale nie może. Umarł wujku. Umarł". Chcę się do niego przytulić bo nie wiem czy czasem to nie ja ucierpię bardziej kiedy powtórzę sobie to jeszcze raz. Ale nie o tym teraz , bo nie nie wiem nawet czy Arthur nie zmienił adresu , czy dalej jest z Iris i czy nadal ma zapewnione bezpieczeństwo.

Po godzinie sprzątania bałaganu w dziadkowym , kurcze dalej nie mogę się przyzwyczaić do sytuacji.
Więc jeszcze raz.
Po godzinie sprzątania w moim (ha!) gabinecie znalazłam bardzo ciekawe rzeczy dziadka. Na początku nie chciałam otwierać większości nigdy nierozpakowanych listów , bo zajeżdżały starymi damskimi perfumami (przynajmniej 3/4 znalezionych pism) a reszta mogła być czymś jeszcze bardziej osobistym od tych (pewnie) romaniastych pisemek od teraz już grubych i rozlazłych panien , a na pewno nie chciałabym mieć do czynienia z jakąś panią ciągnącą mnie za policzek i karmiącą kaszką. Wierzcie mi , lub nie , ale znam się trochę na tym , bo dziadek opowiadał mi co nieco (czyt. dużo) o swoim życiu w jednym domu z całą rodzinką i jeszcze dziadkami na dokładkę.

Po otwarciu co niektórych listów musiałam odłożyć na jakiś czas resztę i iść do łazienki w jednym celu. Rzygnąć. Po prostu się wyrzygać. przy tych perfumowanych listach nie dało się wysiedzieć dłużej niż kilka minut , dlatego też wzięłam kolejny, ogromny , zielony worek na śmieci (nie wiem który już z kolei) i z nabranym powietrzem w płucach i odświeżaczem łazienkowym za sobą wywaliłam te śmierdziała tam, gdzie ich miejsce. Kiedy skończyłam sprzątać i wynosić worki z domu na śmietnik na tyłach magazynu stanęłam  w progu drzwi i oglądnęłam swoje dzieło. Dobrze, jak na moje umiejętności , to na prawdę dobrze. Chciałam wyjść i w przeciągu kilku minut dobiec do domu , bo zależało mi na czasie. Zwykle (czyt. za życia dziadka)  zatrzymywałam się jeszcze na kawie w kawiarence która jest jednym z pięciu budynków dzielących magazyn od mojego domu , więc zajmowało mi to z pół godziny. Spakowałam się i zabierając ze sobą list od Arthura i ten mój pospiesznym krokiem wyszłam z magazynu i zamknęłam drzwi na kilka spustów , tak aby żaden wścibski dzieciak , lub bezdomny nie próbował się tam dostać.

Po kilku krokach stwierdziłam , ze nie będę biec , z wiadomych przyczyn. Po prostu mi się nie chciało.
I ta własnie decyzja zaważyła na dalszym potoczeniu się mojego nudnego , dobra nudnego na swój sposób życia. tylko wtedy jeszcze tego nie wiedziałam i jak głupia nie dałam się oprzeć aromatowi świeżo  mielonych ziarenek kawy w Cafe Maker's i weszłam po rozpustną kawkę z mlekiem (rozpustna , haha, dziadek kiedyś tak nazwał rozpuszczalną. Ja do tej pory pamiętam. Ciekawe czy Arthur też).

-Hej Kim. Rozpustna nie?? - przywitała mnie Dorothea , żona właściciela , mojego kumpla Stu , no dobra pana Stuarta Hawkinsa.
-Mhm. dzięki Doris-posłałam jej miły uśmiech którym obdarzałam tylko małą grupkę ludzi , ludzi którzy na to zasługiwali-proste.
-Co ty kochana robiłaś , że jesteś tak umorusana-zrobiła pauzę i zanim zdążyłam się wytłumaczyć ona znowu podjęła wątek- i pachniesz przeterminowaną babcią. Yyyy... kurcze co ja gadam , przeterminowanymi babciowymi perfumami. Ot co.
-Sprzątałam dziadkowy pokój i znalazłam tony listów od jakichś jego miłości. Ble , nie sądzisz??
-Jak najbardziej. my tu gadu gadu a panienka czeka na rozpustną-Uśmiechnęła się-panienka czeka ja zaraz panience przyniosę- Doris grała w teatrze i czasami nie wiadomo jak i skąd odgrywała fajne scenki. Klienci  to uwielbiali
Usiadłam na ogromnie wysokim barowym krześle. Nie zwracałam uwagi na to , że z tyłu był napis "REZERWACJA" , gdyż była ona tu codziennie , 365/6 dni w roku. Jezu no, była w końcu dla mnie. Stu zarezerwował mi je ,bo kiedyś powiedziałam , ze jest fajne i wygodnie się na nim siedzi. Prawdziwy kumpel.

Z rozpustną na wynos poszłam do domu z zamiarem długiego prysznica , (to przede wszystkim) ubrania się w coś czystego i oglądnięcia jakiegoś durnego filmu. Czyli standard.
 Biegłam kilkanaście metrów i gdy dopadłam do drzwi wyjęłam pęk kluczy. w trakcie szukania tego odpowiedniego poczułam wzrok na plecach. Ach ty kretynko , za dużo Deaver'a i King'a. Odwróciłam się tak o , żeby moja cholerna wyobraźnia się uspokoiła. No i się nie uspokoiła. Za moimi plecami , opierał się o latarnię jakiś dwudziestolatek  (no mniej/więcej).
-Kim? Kim Harris?- miał przyjemny głos nie za ciężki , ale nie chłopięcy.
-Mhm- nie wiedziałam , ok , nie miałam pojęcia co miałam powiedzieć więc podziękowałam sobie , że wzięłam kawę na wynos i pociągnęłam duży, powolny łyk
-Jestem Kurt Throuman. Znasz mojego wuja Henry'ego Cossanose. Przysłał mnie do ciebie i wiem o tobie to co on mi jak to powiedział " mógł przekazać"-powiedział swoje i czekał.
Kurwa , podszedł bliżej. Z bliska wyglądał jak model.Włosy lekko zachodzące na uszy , duże oczy , wysoki ,trochę zarysowana postura ciała (fajnie , czyli wiatr go nie zdmuchnie) miał przystojną twarz. Kim lubi Kurta. Haha ,dobrze , że tego nie słyszy.
-Nie mów mi tylko , że ty tez jesteś był...
-Tak , byłym, więźniem- nawet nie zastanawiał  się czy skończę , po prostu po chamsku mi przerwał
-Dobra , sorki Throuman , ale muszę wiedzieć. Tak na prawdę , ile ty cholera masz lat , że już siedziałeś w pudle??-Nie wytrzymałam i musiałam się dowiedzieć
-Dzisiaj kończę osiemnastkę, więc sprawiłem sobie mały prezent , wolność , wiesz- i smile , ogromniasty uśmieszek , taki jak mój tylko ładniejszy. Kurwa , kurwa , kurwa NIE!!

Trochę mi się zrobiło ciężko, bo nie wiedziałam czy przejść przez zagracone , od dwóch lat nie używane podziemne przejście do magazynu i mieszkań dla więźniów , bo przecież ulicą go nie przeprowadzę, no bo teraz to dopiero zaczyna się tam życie , a z resztą nie miałam  po śmierci dziadka ani jednego "gościa" więc nie są one w najlepszym stanie. Ale jest jeszcze jedno rozwiązanie. Takie cholernie filmowe. Jedno słowo
KANAPA

Wpuściłam go do domu i od razu zapytałam.
-Słuchaj nie spodziewałam się od dwóch lat ,żadnego więźnia więc mieszkania dla was pod specjalnym magazynem są w opłakanym stanie , wiec muszę wiedzieć od razu. Chcesz tam, dzisiaj spać , albo chcesz tam dzisiaj spać- i wskazałam za kanapę w salonie.
-Przywykłem do wszystkiego , ale boję się ciemności , więc wybieram kanapę.(znowu uśmiech)
Prowadziłam go do salonu , ale nagle się zatrzymałam bo wpadłam na inny pomysł.
-Albo nie , wiesz dam ci pokój po dziadku , tylko on jest czysty,  a mieszkań nie chce mi się szczerze sprzątać.  Tam jest- pokazałam na dębowe drzwi. (dziadek wymyślił sobie , że wszędzie w domu będą innego rodzaju lub materiału drzwi , więc nie miałam problemu. Jak dębowe , to tylko jedne takie można tu znaleźć)
-Serio? A nie boisz się zbiegłego przestępcy?? Mogę zabić , kraść i podpalić ci dom? Nie boisz się mnie??-zapytał z milusim uśmiechem i trochę się przybliżył. Kurwa.
-Szczerze , to nie , wyglądasz mi na mordercę ani na podpalacza-opanowałam się i spokojnym  , trochę drwiącym głosem zgasiłam go.
-A na kogo ci wyglądam?
A kim by mógł byś taki facet?? Jasne jak neonowe podkoszulki.
-Założyłeś się , że przemycisz prochy do innego miasta za kolegów , bo im stanowi siedzieli na ogonach a potem normalnie cie podpierniczyli żeby się oczyścić z zarzutów , a potem dalej rozprowadzać "sproszkowane szczęście -powiedziałam stanowczym głosem i splotłam ręce na piersi.
Zbladł.
-Sąd wiesz? I to jeszcze z takimi szczegółami?? Mogłabyś być gliną.
-Ale nie chcę , wole pomagać takim jak ty-podeszłam do niego i popatrzyłam mu przez chwile w oczy i odeszłam. Miałam pewność. Nic mi nie zrobi. Zobaczyłam w nich mieszankę strachu , czegoś ma rodzaj żalu i wdzięczności. Uff... jedno uczucie już z nich zniknęło chwała Bogu. Ono zagraża mojej robocie.
Ej Boże , możesz mnie uwolnić z tego cholernego przywileju zakochiwania się?? Bo wiesz co?? MAM TERAZ TROCHĘ WAŻNIEJSZE SPRAWY!! No nie wiem??? Może chcę dożyć przynajmniej czterdziestki , cooo??
-Idę do łazienki tam masz pokój-powiedziałam nawet się nie odwracając
Kiedy łapałam za klamkę usłyszałam kilka słów.
-Dzięki , nie znasz mnie , a jesteś... Jezu. Dzięki.
Nie zadałam sobie tego trudu , żeby coś wymyślić. Zaskoczył mnie tym , więc tylko się odwróciłam i popatrzyłam na niego , a on bez ruchu czekał. W końcu zniknęłam w łazience.

czwartek, 27 września 2012

2.


Bo chyba każdy ma taki moment , że wszystko wali mu się na głowę i nie ma pojęcia czy z sobą skończyć , czy ciągnąć to dalej ,aż do skutku. Ja przeżyłam takie właśnie chwile 2 lata temu kiedy mój ukochany dziadek nazywany przeze mnie ojcem którego nigdy nie miałam umarł. Lawina nieszczęść poleciała na mnie tak szybko i nieoczekiwanie , że nie wiedziałam czy kiedykolwiek się zatrzyma. Na początku przepadł on , potem problemy z prawem i strach o to , że federalni odkryją nasze trwające już ok. 90 lat przedsięwzięcie tzw. prze ze mnie " caritas#2 " i pewna bardzo wścibska Lorely McBurberry nie chciała dać mi spokoju .

Jako , że miałam jeszcze rok do pełnoletności nie mogłam według niej mieszkać sama i chciała mnie oddać pod opiekę...   jak to było?? aa, "odpowiedzialnych ludzi , gdyż niepełnoletnia smarkula nie może żyć na własną rękę , ponieważ aż boję się pomyśleć jak zdobywa środki potrzebne do życia....'' ja nie wiem za kogo ona mnie uważała , ale o pieniądze martwic się nie musiałam , bo co miesiąc na moje i dziadka (teraz tylko moje) konto wpływały znaczne sumy pieniędzy. Tak właśnie działała nasza ''fundacja'', na początku pradziadek był hazardzistą ,ale nie takim z długami , tylko majątkiem wygranym tylko i wyłącznie w karty. Dziadek opowiadał mi , że w ciągu 3 lat dorobił się kilku milionów (nie dziwię się , w końcu jak też wiem z historii przekazywanych mi przez dziadka jego ojciec w szkole przezywany był ''Spryciarz , Kanciarz'' itp. Pewnie dzięki swoim oszustwom i nadzwyczajnej inteligencji wygrywał zawsze i wszystko] ). A co do miejsca zamieszkania, nie miałam , nie mam i nie będę miała żadnych zamiarów wyprowadzać się z niegdyś naszego mieszkania. Od siedemnastu  lat mieszkam na Hyde Road 58 i tak jak dziadek chce umrzeć w tym domu.

Dzisiaj w szkole nie miałam najmniejszego zamiaru siedzieć na lekcjach, więc już nie pierwszy raz zwiałam do hmm ...'fundacji'' wertować papiery.

Przeglądając stos niepotrzebnych już faktur i porządkując nie sprzątane od kilku lat biuro postanowiłam je trochę przemeblować. Przesuwając biurko zawalone papierami, zdjęciami w ramkach (głównie na nich widniałam uśmiechnięta  ja lub dziadek , albo oboje również uśmiechnięci) znalazłam zakurzoną i trochę pogniecioną kopertę. Okazała się być nieodpieczętowanym listem nadanym z Francji.

          Grenoble 12.05.2009
Drogi Johnie i Kimberly,

z wielką radością piszę do Was , gdyż dzięki Wam odzyskałem normalne
życie i mogę cieszyć się wolnością.
Pragnę podziękować również za to , że jako jedyni potrafiliście ukazać mi
istotę moralności i szacunku dla drugiej osoby. 
Z wielka radością informuję Was , iż za kilka miesięcy żenię się z najwspanialszą
kobietą na świecie. 
Ma na imię Iris.
Nawet nie wiecie jak za wami tęsknię.
Bardzo chciałbym abyście byli na naszym ślubie i weselu ,lecz wiem , że to niestety niemożliwe.
Strasznie was kocham i mam nadzieję , że kiedyś się jeszcze całą trójką spotkamy jak za dawnych czasów , kiedy wszyscy byliśmy jeszcze w Hudson.
Serdecznie wam dziękuję jeszcze raz za nowe nazwisko . 
Bardzo mi się podoba.
Arthur Bowe.
 Hiszpański wiezień
Henry Cossanose
1998 luty 20 - 2005 kwiecień 5

 Nawet nie zauważyłam , kiedy łzy zaczęły lać mi się po policzkach. Dopiero gdy pierwsze z nich uderzyły o tą spisaną równiutkim pismem kartkę uświadomiłam sobie jak bardzo przywiązałam się do ''wujka Cossie''. Razem z dziadkiem przygarnęliśmy go prosto po ucieczce z jego dawnego ''domu''. Przebył na piechotę 100 km tylko po to aby uciec z piekła do którego trafił. Nie raz opowiadał nam , że codziennie w jego więzieniu każdy z nich dostawał solidny zestaw ćwiczeń i mało jedzenia. ''Chcieli nas porostu wykończyć i Amen. Padaliśmy jak muchy na twarde jak skała wyrka gdzieś ok. 02.00 , a pobudkę robili koło 05.00. I tak codziennie''

Nawet nie wie jak bardzo żałuję , że dziadek nie mógł się z nim spotkać przed śmiercią. Zawsze mówił 
'' Henry to taki dobry człowiek . Nie mogę sobie wyobrazić tego , że zabił pięć osób. Jestem całkowicie pewien , że nie zrobiłby tego więcej , a jakby istniał wehikuł czasu, to cofnąłby ten makabryczny czyn''
Tak dziadku, jest dobrym człowiekiem i mocno cie kocha. Nie wiem jak przyjmie wiadomość że cię już nie ma razem z nami
Nawet bardzo nie myśląc, złapałam jakąś kartkę z długopisem i zaczęłam gryzmolić pierwsze słowa...

czwartek, 20 września 2012

1.


Usiadłam na samej krawędzi dość wysokiego urwiska i popatrzyłam na spadające w głąb , do rzeki kawałki lepkiej gliny , które leciutko, niechcący siadając strąciłam czubkami moich trampek. Dobra bardzo mocno i bardzo chcący. Byłam po prostu tak wściekła , że nie wiedziałam co mam pomyśleć. Ona znowu to zrobiła. Historia lubi się powtarzać mawiał kiedyś mój dziadek , i niestety miał w tym sporo racji. Tak samo on przed laty otrzymał w spadku tę ''firmę'' po swoim zmarłym w niewyjaśnionych okolicznościach dziadku,Percy'm  A to znalazłam dwa dni po jego śmierci w ukochanym przez niego , zrobionym przez moją babcię, a jego ukochaną żonę swetrze z włóczki.

Droga Kimmie, 
 firma jest twoja , skarbie
                  Dziadek
                    

Już kilka miesięcy próbuje pogodzić moje życie , a raczej to co z niego pozostało pomiędzy naukę, jego śmierć i brzemię które na mnie spadło. Jakoś nie bardzo mi to wychodzi. Jeśli chodzi o kształcenie, to idzie nawet lepiej niż się spodziewałam , to , ze go już nie ma nadal boli jak diabli , ale muszę jakoś z tym żyć. Brzemieniem nazwałam pracę w jego dość nietypowej firmie. Mieściła się ona , że tak powiem w starym magazynie. Dobra wejście to stary magazyn , a tak na serio to było ono jedną z tajnych organizacji działającej na rzecz zbiegłych seryjnych morderców i innych więźniów. Tak, wiem, że to brzmi jak z taniego brukowca ,ale to prawda. często muszę iść do szkoły niewyspana bo wertuje papiery w ''moim'' biurze, (na drzwiach i tak widniała jaszcze tabliczka z napisem '' John Harris dr.'' ) albo pomagam któremuś z ''podopiecznych'' naszego stowarzyszenia.

Teraz już tylko muszę poprowadzić firmę , nie dać sie złapać policji i jakoś przeżyć