Długo nie spałam. Po prostu nie mogłam. Chociaż to było normalne. Każdy człowiek (zdrowy na umyśle) leżałby i wylewał łzy , krew i pot w poduszkę w takiej sytuacji. Wujek nie żyje , nie wiem gdzie jest Kurt , Kurt mógł przyczynić sie do tego pierwszego. To właśnie bolało najbardziej. Osoba którą kochasz , jak własną rodzinę nagle znika z twojego życia , a przyczynia się do tego osoba której chcesz pomóc i dać może kiedyś szansę , bo przecież mogło by się udać , w końcu ja też zasługuję na szczęście... NIE! firma jest najważniejsza , firma jest najważniejsza , firma jest najw... . Tak , moja nowa mantra. Moje nowe życie zaczyna sie powoli samymi smakowitymi wydarzeniami. Teraz brakuje tylko choroby psychicznej i podcinania nadgarstków. Ooo...tak wtedy będzie już cały komplet. Mhm jak sie będę zamartwiając to tylko przyspieszę swój nowy stan ducha i umysłu , a coś mi sie zdaje , że Nirvana to to nie będzie. Koniec beczenia w poduszkę idziemy do biura. Doba sama idę. Nie , jednak idziemy , Pan Rozsądek mnie niestety nie opuści. A może stety?? W końcu ktoś rozsądny (haha rozsądny) mi się przyda.
W końcu zeszłam do tunelu.
-Jezu! Ale tu śmierdzi- Już miałam pobiec , ale zobaczyłam kilka martwych szczurów w stanie rozkładu na mojej drodze wiec przeskoczyłam je i dalej pobiegłam nie patrząc już pod nogi , bo smród stawał się coraz mniej wyraźny i i coraz mniej piekący w płuca.
Nagle wpadłam do gabinetu i rzuciłam sie z opętańczą chęcią zemsty na tym mordercy do przeglądania papierów. Z wściekłością przerzucałam to co zostawiłam w szafkach. Z uporządkowanego gabinetu zrobiłam śmietnik taki jaki był tu przez ostanie N lat.
Po jakimś czasie gorączkowego przeszukiwania znalazłam wiele przydatnych mi śladów. Kto by pomyślał , że NIC naprowadzi mnie na trop tego tajemniczego sadystycznego świra. Czyli jestem w dupie. Super. Czyli to co wcześniej. Zrezygnowana nawet nie zastanawiałam sie co robię i zamiast wyjść przez tunel zabrałam sie za klamkę u drzwi wychodzących na korytarz ,do wycia na ulicę.
-Stop moja panno! W drugą stronę!
-Och dziękuje ci Panie Rozsądku za tę jakże powstrzymującą uwagę. Spadaj!!
Wyszłam tunelem do domu i zanim zdążyłam dotrzeć do drzwi wpadłam na coś wielkiego
-Kur*a-wyrwało mi się
-Nie żadna kur*a tylko ja , Kurt. Poznajesz ? Jeszcze nie zmieniłem kwalifikacji. Na razie tylko zbiegły więzień.
-Nie wygłupiaj się! Gdzie ty byłeś! Zabili Arthura! Nie , To ty go zabiłeś. Proszę powiedz , że to nie ty. Błagam...Nie ty...Arthur...Nie...Niemożliwe...Powiedz... i na dobre sie rozbeczałam.
-Zamknij się-nagle chciał mnie przywrócić do pionu Kurt-nie oglądałaś wiadomości?-To ja go znalazłem
Zaraz ,młody chłopak , Thr.. Throuman. Jezu rzeczywiście. A ja go oskarżałam o morderstwo. Oj ty głupia , jedna
-Dobra , chodź na górę bekso-dosłownie chciał mnie zawlec po schodach
-Poradzę sobie-burknęłam
Ledwo chciałam stawić stopę na kolejnym schodzie , a zorientowałam sie , że kompletnie nie wiem czy idę w górę , czy znowu w dół , nie wiedziałam czy mam lewą nogę po prawej stronie i prawą po lewej czy inaczej. Wszystko mi się pomieszało. Miałam bigos w głowie. O tak zjadłabym bigos, taki ciepły z ulubionej miseczki..
A potem byłam już tylko na kanapie i poczułam mocne trzaśniecie w głowę.
-Wiedziałem , że jak cię porządnie walnę z pięści w głowę to od razu się obudzisz-z bananem na twarzy powiedział Kurt-a i wiesz? Powiedziałaś mi o sobie dużo ciekawych rzeczy jak byłaś nieprzytomna. Dowiedziałem sie , że ci sie podobam , że masz czerwone stringi na sobie i czerwony stanik do kompletu , że śpisz z misiem o imieniu Kurt i w ogóle , że za mną szalejesz...
-Och , zamknij się. Wymyśliłeś to wszystko. Nic ci nie powiedziałam głąbie-przeszyłam go nienawistnym wzrokiem
-Powiedziałaś skarbie , tylko jeszcze o tym nie wiesz-odciął się. Nie wiem skąd wiedział , że nienawidzę pieszczotliwych słówek.
-Złaź z kanapy-warknęłam i trąciłam go łokciem w tyłek
-Auu! Wszędzie , ale nie w mój seksaśny tyłek-pokazał go w moja stronę-a teraz przeproś
Przeproś!?? Mam przeprosić jego tyłek!??! No w końcu w czarnych rurkach wyglądał niezwykle "seksaśnie" i już miałam powiedzieć przepraszam , ale zdecydowałam sie na ponowny cios w jego nadstawiony , na serio seksaśny tył. Tym razem się wymigał i odskoczył w bok.
-Ha! Wiedziałem!-powiedział jak mały chłopczyk w przedszkolu , który znalazł koleżankę z którą bawił się w chowanego. Żałosne. Tak trochę.
-Dobra , idę do siebie-powiedziałam w końcu , bo nie chciałam dłużej się z nim kłócić- SPAĆ-mocno podkreśliłam to słowo
-No to ja też idę , sam tu nie będę siedział-powiedział z lekkim uśmieszkiem. Czyżby coś knuł??
powoli poszłam w stronę pokoju , ale usłyszałam za sobą kroki. Wiedziałam , że to Kurt , bo kto inny miałby teraz chodzić po domu jak nie on. Tylko , że jego pokój był po przeciwnej stronie korytarzyka. Tak. Coś gnojek knuje.
Odwróciłam sie i zapytałam -Yyy gdzie ty idziesz??- nadal opanowana-przecież twój pokój jest tam-pokazałam palcem w dębowe drzwi-a nie tu-pokazałam na moje , hebanowe.
-Powiedziałaś , że idziesz spać , więc idę z tobą-jakoś dziwnie , śmiertelnie poważnie to powiedział
-Że co???-tu mnie rozwalił. Nie miałam żadnego pomysłu na to co odpowiedzieć mimo , że zawsze miałam pełno pomysłów na cięte odpowiedzi. Teraz po prostu pustka.
-A jak coś ci się stanie? jakby ten morderca wujka cię znalazł to co wtedy?? Sama się nie obronisz-paplał jak babka na targu. Nie zgodzisz się-pomyślałam. Nie ma takiej opcji.
-Przykro mi , ale zjazd stąd skarbie-sama nie wiem co pokusiło mnie żeby dodać to ostatnie , kretyńskie słowo.
-Skarbie+ zjazd stąd. Tak , usłyszałem tylko "skarbie". I wepchał mi się do pokoju. Cham.
-O nie , tego już za wiele!-podchodziłam powoli do Kurta leżącego na moim łóżku Jak morderca , który che zabić ofiarę jak najszybciej. Pomyślałam , że go przestraszę i podeszłam do szafy. Nie długo szperałam i wyciągnęłam mój ukochany japoński nóż do krojenia warzyw. Miał trzydzieści centymetrów długości(nie wliczając rączki) , był idealnie prosty , tylko końcówka miała niewielki haczyk (do wykrajania pestek z warzyw ale można go tez było użyć w inny sposób).
Wyciągnęłam go i popatrzyłam na Kurta z pod trochę pochylonej głowy i delikatnie zaczęłam sie uśmiechać i przybliżać do mojej "ofiary".
-Kim?-podchodziłam bliżej dalej sie uśmiechając-Kimmie?-nie przerywałam-Ej co ty do cholery jasnej wyprawiasz??-nic nie zmieniłam , dalej przysuwałam się do niego. Super. Nie ma to jak facet bojący się dziewczyny.
-Wyjdź albo pożałujesz-powiedziałam nagle się przed nim zatrzymując i powoli podnosząc rękę z nożem ku jego twarzy. Nagle się roześmiałam. Kur*a!
-Jezu. Miałem nadzieję , że żartujesz. A teraz odłóż to cacko i chodź spać-nagle poczułam , że to będzie dłuuuga noc. Zanim stąd pójdzie , pewnie będzie już rano. No trudno , pokłócimy się i wyrzucę go przez okno. Jeśli dam radę.
uhuhuhu, dobra, nie wiem co napisać, bo większość dostałaś już w sms-ie :D Także tego... Kurcik i w ogóle. I patka ty i takie little love story. Psujesz się :D
OdpowiedzUsuń